Fundacja filantropijna pomoże realizować pomysły

February 11th, 2002

Projekt to nazwa lokalnej fundacji filantropijnej, która powstała w Kwidzynie. Powołali ją do życia działacze Kwidzyńskiego Towarzystwa Kulturalnego, Eko-Inicjatywy oraz Centrum Edukacji Ekologicznej. Wsparcia udzieliła Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce, pomoc obiecali też kwidzyńscy biznesmeni, samorząd miejski i ksiądz prałat Wojciech Kruk, proboszcz parafii pw. Świętego Jana Ewangelisty.

- Nasza fundacja chce wejść w lukę, której nie wypełniają działające w Kwidzynie fundacje specjalistyczne – mówi Ewa Romanow, jedna z założycielek Projektu. – Szczególnie interesuje nas wspieranie inicjatyw podejmowanych w gminach wiejskich powiatu. Chcemy pomagać ludziom realizować ciekawe pomysły, aby w przyszłości mogli pomóc samym sobie.
Misją nowo powstałej fundacji jest poprawa jakości życia społeczności lokalnej poprzez pozyskiwanie i rozdzielanie funduszy na cele charytatywne, w dziedzinie rozwoju kultury i zachowania tradycji, edukacji, ochrony środowiska, zdrowia, sportu, bezpieczeństwa i aktywizacji mieszkańców.

- Właściwie każdy, kto się do nas zgłosi, może liczyć na wsparcie. Pozyskane przez nas fundusze będą dzielone w sposób przejrzysty. Działania fundacji oparte będą na pracy wolontariuszy – mówi Mieczysław Dzikowski, wiceprezes KTK.
Lokalne fundacje tego typu działają z dużym powodzeniem w całym kraju. – Program przedstawiony przez kwidzyński Projekt zyskał naszą akceptację, dlatego wspieramy go finansowo – mówi Paweł Łukasiak, przewodniczący Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Autor artykułu: (chan)

Sukces piłkarzy ręcznych MMTS Kwidzyn

February 11th, 2002

Skuteczne kontrataki i bardzo dobra postwa golkipera, Adama Wolańskiego, były kluczem do sukcesu piłkarzy ręcznych MMTS Kwidzyn w meczu ekstraklasy z DSI Zagłębiem Lubin. Podopieczni trenera Wiesława Predehla wygrali 30:26 (14:13).

Niemal przez całą pierwszą połowę trwał typowy “ping-pong”, chociaż gospodarze prowadzili różnicą 2-3 trafień (10:8, 11:9, 13:10 i 14:11). Tuż przed zejściem do szatni nieuwaga kwidzynian kosztowała ich stratę dwóch trafień.
Na początku drugiej połowy było nawet 15:14 dla Zagłębia. Miejscowi w porę się przebudzili (18:15), a kiedy doskonale usposobiony bramkarz MMTS, Adam Wolański (praktycznie osamotniony, bowiem jego zmiennik Grzegorz Sibiga udał się na zabieg) obronił rzut karny, było 19:15 dla kwidzynian. Niestety… po chwili sytuacji sam na sam nie wykorzystał Marek Boneczko i to lubinianie zaczęli mieć przewagę. W 50 min wyrównali (23:23). Kolejne udane interwencje Wolańskiego i zespołowość w grze znów pozwoliły gospodarzom prowadzić 26:23, ale to nie był koniec emocji.

Kontaktową bramkę dla Zagłębia zdobył pieczołowicie pilnowany przez 60 min, mierzący 208 cm, Tomasz Morawski (26:25). Dopiero dwie kolejne kontry MMTS zapewniły naszej “7″ cenne zwycięstwo nad wyżej notowanym przeciwnikiem.

Wiesław Predehl
trener MMTS Kwidzyn

- Mówiłem, że nie należy się martwić wynikami uzyskanymi przez nas w spotkaniach sparingowych. W meczu z Zagłębiem pokazaliśmy, jak należy grać zespołowo. Poza tym udało się ograniczyć poczynania teoretycznie najgroźniejszego zawodnika gości – Morawskiego. Jeżeli z tak dobrej strony pokażemy się w kolejnych spotkaniach cel, czyli awans do czołowej “6″ powinien zostać zrealizowany.

Autor artykułu: at

DGT Wybrzeże pokonali przed własną publicznością Metalplast Oborniki

February 11th, 2002

Piłkarze ręczni DGT Wybrzeże pokonali przed własną publicznością Metalplast Oborniki 23:22. Wygrana przyszła jednak bardzo ciężko i doprawdy niewiele brakowało, a gdańszczanie przegraliby mecz i oddalili się od awansu do czołowej szóstki.

Wybrzeże przystąpiło do tego meczu bez podstawowego bramkarza Sebastiana Suchowicza, który leczy kontuzję.
- Nie wiem dokładnie, co mi jest. Być może mam coś naderwane pod kolanem – powiedział Suchowicz. – USG nic nie wykazało. Ostatnio nie trenowałem, tylko przechodziłem rehabilitację. Dzisiaj mam konsultację z lekarzem, który zdecyduje, co robić dalej.
W tej sytuacji w bramce stanął Artur Czoska, którego po kilku minutach zmienił Michał Świrkula. Czoska nie mógł się skoncentrować na grze z powodu tragedii osobistej. Arturowi zmarła mama i sympatycznemu zawodnikowi składamy serdeczne wyrazy współczucia.

Od początku meczu bardziej zmobilizowani byli goście, których wspierała głośnym dopingiem kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców. Momentami gdańszczanie mogli się czuć, jakby grali na wyjeździe. Wprawdzie po golu Patryka Kuchczyńskiego w 3 minucie było 1:0, ale dwie minuty później prowadzili goście, którzy przed przerwą powiększyli przewagę. W dodatku przed przerwą znowu skręcił kostkę i opuścił parkiet Kuchczyński.

W drugiej połowie było lepiej. Gdańszczanie zaostrzyli obronę, przyspieszyli grę w ataku i zaczęli odrabiać straty. W 42 minucie Paweł Wita doprowadził do remisu, a w 50 minucie po golu zdobytym przez Bartosza Walaska Wybrzeże po raz drugi w tym meczu objęło prowadzenie. Jeszcze trzy minuty przed końcem goście mieli jedną bramkę przewagi, lecz gole Walaska i Michała Waszkiewicza z karnego dały przewagę gospodarzom. Po meczu kibice Metalplastu mieli pretensje do sędziów o sprzyjanie Wybrzeżu.

- Uważam, że sędziowie prowadzili mecz poprawnie. To my przegraliśmy na własne życzenie – powiedział Leszek Biernacki, trener Metalplastu.

Autor artykułu: Paweł Stankiewicz

Dni otwarte w schronisku dla zwierząt

February 11th, 2002

Choć ze względu na dni otwarte urywały się w weekend telefony w schronisku dla zwierząt na Oruni i kilka osób zaadoptowało psa lub kota, do placówki trafili nowi podopieczni. Trzy szczeniaki znaleziono w zsypie na śmieci na Osiedlu Młodych. Ktoś porzucił je tam na pewną śmierć…

- Zaopiekujemy się nimi dobrze – stwierdził jeden z pracowników schroniska dla zwierząt na Oruni.
Na szczęście nie zabrakło też pomyślnych zdarzeń. Przez sobotę i niedzielę pracownicy placówki oddali w adopcję sześć psów i kota.
- Będziemy się cieszyli, jeśli nie trafią ponownie do schroniska – mówiła Katarzyna Kownacka, pracownik oruńskiej placówki. – Mamy bowiem takich zwierzęcych podopiecznych, którzy dom znajdują tylko na chwilę…
- Na razie nie mam warunków, by przygarnąć czworonoga – powiedziała Jadwiga Stoka, która w sobotę z wnukiem odwiedziła schronisko. – Ale wnuk bardzo chciałby mieć jakiegoś zwierzaka. Może rodzice mu kupią?
W oruńskim schronisku przy ul. Madalińskiego 1 a przebywa około 300 psów i ponad sto kotów. Wszystkie czekają na domy.

Mieszkańcy, którzy zdecydują się na adopcję, otrzymają też bezpłatnie wyprawkę dla zwierzaka – karmę. Czworonóg zaś dostanie komplet niezbędnych szczepień. Osoba, która adoptuje psa lub kota, wnosi tylko zwykłą, ustaloną cennikiem schroniska opłatę ok. 30 zł za nabycie czworonoga.

  • Za tydzień
    Dni otwarte w schronisku dla zwierząt trwać mają również w przyszły weekend, w godz. od 11 do 16. Można będzie zasięgnąć bezpłatnej porady lekarza weterynarii, który podpowie między innymi czym i jak prawidłowo karmić zwierzę, w jaki sposób dbać o jego zdrowie.

    Autor artykułu: (sr)

  • Podłoga w mieszkaniu emerytki może się zarwać

    February 11th, 2002

    Mam 75 lat i bezpieczniej czuję się na ulicy niż we własnym domu – żali się Regina Leśnikowska, emerytka, lokatorka budynku przy placu Wałowym 6 w Gdańsku.

    - Wszystko przez spróchniałą, zgniłą i chyba nigdy nieremontowaną podłogę w mieszkaniu. Jest ono usytuowane na parterze budynku, zaraz nad piwnicą. Kiedy stąpam po drewnianej podłodze w pokojach, mocno trzeszczy i niebezpiecznie odkształca się. Ma się wrażenie, że za chwilę się zarwie, wciągając człowieka do piwnicy. Od dwóch lat proszę administrację domu, by wzięła się za remont posadzki w moim mieszkaniu. Wygląda bowiem, że nie tylko drewno, ale i strop piwniczny spróchniał i tylko patrzeć, jak dojdzie do tragedii. Na pisma Rejon Obsługi Mieszkańców numer 1 w Gdańsku nigdy mi nie odpowiedział. Widocznie emerytów nie traktują już jak lokatorów, tylko gatunek na wymarciu… Krzesła, stół i inne sprzęty ustawiłam teraz pod ścianami, by nie obciążały podłogi. Kładę się do łóżka zawsze z modlitwą na ustach, bo przecież mogę się obudzić w piwnicy, przysypana elementami posadzki i stropu. Może administracja zlituje się nade mną i pomoże zabezpieczyć mieszkanie? Choćby z szacunku dla moich siwych włosów.

    Grażyna Kuzio, właścicielka firmy Adminis, licencjonowanego biura zarządzania nieruchomościami w Gdańsku, które od ubiegłego roku administruje budynkiem przy placu Wałowym, twierdzi, że remont podłogi to sprawa ROM.
    - My sprawujemy pieczę nad tak zwaną wspólnotową częścią, a więc piwnicami, stropami – wylicza Grażyna Kuzio. – Remontem podłogi w mieszkaniu komunalnym winien zająć się ROM.

    - Nawet gdybyśmy znaleźli pieniądze na modernizację posadzki w mieszkaniu emerytki (teraz ich brakuje), to prace nie przyniosłyby pożądanego efektu – twierdzi Elżbieta Książek, z działu technicznego ROM nr 1 w Gdańsku. – Najpierw trzeba odgrzybić cały budynek, wzmocnić jego stropy. Bez tych działań położenie nowej podłogi nie ma sensu, bo za jakiś czas trzeba ją będzie znowu remontować. Stropami i odgrzybianiem winna zająć się firma Adminis.

    Ustawowo
    Jarosław Zieliński
    dyrektor Wydziału Mieszkalnictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku

    - Postanowienia ustaw o własności i prawo budowlane precyzują, kto odpowiada za remont budynku. Wspólnota mieszkaniowa i zarząd winny dbać o stan elementów wspólnych domu, m.in. o jego konstrukcję, stropy. Rejon Obsługi Mieszkańców zaś odpowiada za remont np. zniszczonej przez czas podłogi w mieszkaniu komunalnym.

    Autor artykułu: (sr)

    Brakuje pieniędzy na zatrudnienie recepcjonistek

    February 11th, 2002

    Dziewięć bezrobotnych pań, zatrudnionych rok temu w recepcjach Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu i sześciu rewirów w powiecie gdańskim może ponownie znaleźć się na bruku, jeśli komenda nie otrzyma pieniędzy na przedłużenie im umów o pracę.

    Powiatowy Urząd Pracy w Gdańsku zdecydował się w połowie sfinansować zatrudnienie recepcjonistek w 2002 r., w ramach prac interwencyjnych. Nie przekaże jednak pieniędzy, jeśli nie będzie miał pewności, że resztę wypłacą samorządy.
    O pieniądze (2,5 tys. zł na jedną osobę) podinsp. Romuald Kulma, komendant powiatowy policji w Pruszczu zabiega u starosty gdańskiego.

    - O zatrudnieniu pań przez komendę nie ma co marzyć. Nie ma pieniędzy na utrzymywanie ich stanowisk jako etatów policyjnych. Jeden kosztuje 3-4 tys. zł miesięcznie – wyjaśnia nadkom. Bożena Morawska, kierownik działu kadr komendy. – Jednak zgodnie z ustawą o policji, za pracę w recepcji zapłacić mogą samorządy. Na zatrudnienie jednej osoby na etacie urzędniczym wystarczy 10-12 tys. zł rocznie.

    Dotychczas komendant nie otrzymał potwierdzenia, że w gminach są fundusze.
    Recepcja w pruszczańskiej komendzie, obsługiwana przez cywilów, jest jedyną tego typu na Pomorzu. Recepcjonistki szlifują języki obce, aby poradzić sobie z wizytami cudzoziemców.
    Przez rok pracy nie było na nie żadnej skargi.

    Zależy od gmin
    Bogdan Dombrowski
    starosta gdański
    - Starostwo nie może zatrudnić 9 osób, nie ma na to pieniędzy. Istnieje jednak możliwość przedłużenia zatrudnienia, jeżeli samorządy zadeklarują pomoc. Informacje wysłałem do zainteresowanych urzędów gmin. Część samorządów już odpowiedziała pozytywnie. Pod koniec lutego będzie wiadomo, które gminy zdecydowały się.

    Autor artykułu: Stanisława Grzelczak

    W Sopocie nie robi się wyjątku nawet dla niepełnosprawnych dzieci

    February 8th, 2002

    Szósty rok o przyznanie mieszkania komunalnego walczy Katarzyna Harkowska, samotnie wychowująca dwoje dzieci. Dla jednego z nich tworzy rodzinę zastępczą.
    - Nie mam już sił walczyć o poprawę warunków mieszkaniowych – żali się pani Katarzyna. Prowadzi nas do swego mieszkania. Budynek, w którym się ono znajduje, jest w opłakanym stanie. Mieszkanie jest wilgotne i zagrzybione. Pękają ściany.

    Pani Katarzyna zajmuje jeden pokój z 8-letnią, niepełnosprawną córką i 12-letnią siostrą, wymagającą szczególnej troski. Po śmierci matki opiekuje się młodszą siostrą. Zgodnie z decyzją sądu z 31 maja 1999 r. tworzy dla niej rodzinę zastępczą. Nigdzie nie pracuje ze względu na opiekę nad dziećmi i chory kręgosłup. Źródłem utrzymania są alimenty i zasiłki.
    W sąsiednim pokoju, również w bardzo trudnych warunkach, mieszka siostra pani Katarzyny z mężem i dwojgiem maleńkich dzieci, które również stale chorują. Wszyscy mają wspólną kuchnię, ubikację i prowizoryczną łazienkę.

    W sprawie młodszej siostry pani Katarzyny interweniowała szkoła, do której dziewczynka uczęszcza. Domagano się poprawy warunków mieszkaniowych. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w piśmie z 4 listopada 1999 r., skierowanym do Wydziału Lokalowego Urzędu Miasta, prosił o polepszenie warunków mieszkaniowych rodziny.
    - Jest nam bardzo ciężko – mówi pani Katarzyna. – Wilgoć i grzyb są przyczyną ustawicznych chorób. – Terenowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w piśmie z 22 listopada 2000 r. potwierdziła istnienie grzybów, zagrażających zdrowiu.
    Sprawę znają władze miasta. Potwierdza to liczna korespondencja. Przed sześcioma laty Referat Mieszkaniowy Urzędu Miasta zwracał uwagę, że średni dochód pani Katarzyny przekracza wysokość dochodu, będącego podstawą ubiegania się o lokal komunalny. Nie dawał szans na mieszkanie komunalne.

    - Mimo że suma zasiłków i alimentów przekracza dochód dający podstawę do ubiegania się o lokal komunalny, nie stać mnie ani na wynajmowanie, ani na kupno mieszkania o wyższym standardzie – tłumaczy pani Katarzyna.
    - Sprawa jest w toku – informuje Wacław Łastowski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. – Zakwestionowaliśmy ekspertyzę stanu technicznego mieszkania. Z jednej strony mowa w niej była o bardzo złym stanie technicznym, z drugiej natomiast o tym, że po remoncie lokal będzie nadawał się do zamieszkania. Wkrótce zostanie podjęta decyzja w sprawie remontu lub przekwaterowania lokatorki. 21 stycznia br. wystąpiliśmy w tej sprawie do Wydziału Lokalowego.

    - Uchwała Rady Miasta przewiduje udzielenie pomocy w sytuacjach wyjątkowych – wyjaśnia Elżbieta Oszczygieł, kierownik Referatu Mieszkaniowego UM. – Taką sytuację musi potwierdzić Zarząd Miasta oraz Komisja Mieszkaniowa. Jednak kolejka po mieszkania komunalne jest tak długa, że wydłużanie jej wydaje się bezcelowe.

    Autor artykułu: (hb)

    Parkomaty niosą kłopoty

    February 8th, 2002

    Nie wykluczone, że z gdańskich ulic zniknąć mogą parkomaty znienawidzone przez większość kierowców. Sprawę rozstrzygnąć ma Trybunał Konstytucyjny w Warszawie.
    - Problem stref płatnego parkowania dowodzi, jak niejasne jest polskie prawo – mówi Maciej Skotnicki, warszawski prawnik. – Nawet najtęższe prawnicze głowy mają kłopoty z właściwym zinterpretowaniem przepisów. I stąd całe zamieszanie…

    Spędza ono sen z powiek także gdańskim urzędnikom, bo wątpliwości powstałe wokół parkomatów dotyczą także grodu nad Motławą. W1996 roku radni zadecydowali, że w centrum miasta funkcjonować będą strefy płatnego parkowania. Wtedy też pojawiły się kontrowersje prawne. I tak w 1999 roku prawnik Zbigniew Godecki, wskazywał, że pobieranie opłat za parkowanie jest sprzeczne z ustawą o drogach publicznych z 1985 roku. W efekcie tego zawirowania część kierowców płaciła za parkowanie, inni nie.

    - Całe zamieszanie zlikwidować miało rozporządzenie Rady Ministrów z 27 czerwca 2000 roku – mówi Skotnicki. – Opierało się ono na ustawie o drogach publicznych. Na mocy rozporządzenia miasta mogą pobierać opłaty za parkowanie, bo rząd przekazał im te uprawnienia…
    Ale nie minęły jeszcze dwa lata i… znów pojawiły się wątpliwości prawne. Zdaniem NSA, tylko ustawa, a nie rozporządzenie, może pozwolić na pobieranie opłat za parkowanie. Poza tym – według sądu – rząd nie miał prawa przekazywać swoich uprawnień samorządom.
    - Fakt, znów zamieszanie – przyznaje Antoni Szczyt, dyrektor Wydziału Infrastruktury Miejskiej gdańskiego UM. – Myśleliśmy, że rządowe rozporządzenie ostatecznie załatwia sprawę parkomatów, a teraz znów są niejasności i sprawa zawędrowała do Trybunału Konstytucyjnego…

    - Czyli, póki on sprawy nie rozstrzygnie, w Gdańsku nie będą pobierane opłaty za parkowanie? – pytamy.
    - Ależ skąd! – oburza się Antoni Szczyt. – Na razie obowiązują dotychczasowe przepisy! Badali to nasi prawnicy. Kierowcy muszą płacić.
    Przedstawiciele miasta nie ukrywają, że powracająca sprawa opłat za parkowanie kompletnie ich zaskoczyła. Pod koniec zeszłego roku Gdańsk zakupił 70 nowych parkomatów za milion czterysta tysięcy złotych. Już stoją w centrum miasta, choćby na Targu Węglowym. Czy będzie trzeba je zlikwidować, jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna, że pobieranie opłat jest niezgodne z prawem?

    - Za wcześniej gdybać, co będzie. Równie dobrze trybunał może stwierdzić, że wszystko jest zgodne z konstytucją – twierdzi Antoni Szczyt.
    Gdybać nie chce także Romuald Nietupski, dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku, który parkomatami zarządza.
    - Na ich funkcjonowanie nie ma skarg – mówi Nietupski. – A pieniądze uzyskane z opłat za parkowanie idą na ważne cele, choćby remonty dróg. Czekamy na rozsądne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

    “Rozsądne” – znaczy korzystne dla miasta. Jeśli będzie inaczej, Gdańsk czeka kompletne zamieszanie. Powtórzy się sytuacja z 1999 i 2000 roku. Niektórzy kierowcy za parkowanie zapłacą, inni nie, służby miejskie wlepiać będą mandaty, kierowcy się odwoływać i tak dalej.
    - Współczuję władzom Gdańska, bo to możliwy scenariusz – przyznaje Maciej Skotnicki. – Stanowisko NSA, które może podzielić trybunał, jest jasne. Opłaty za parkowanie to rodzaj daniny publicznej. Takie wprowadza się tylko na drodze ustawy, której nie ma.

    Parkomaty to gdański problem. W Gdyni i Sopocie takich urządzeń nie ma właśnie z tego powodu, że wokół nich pojawiały się kontrowersje.
    - Są płatne parkingi i to wystarcza – mówi Joanna Grajter, rzecznik gdyńskiego magistratu.

    Autor artykułu: (dybleś)

    Gedania – Nafta Gaz Piła

    February 8th, 2002

    Cztery kolejki spotkań pozostały do zakończenia rundy zasadniczej w serii A pierwszej ligi siatkarek. Gedania Gdańsk jeszcze nie zapewniła sobie miejsca w czołowej ósemce, mając przewagę dwóch zwycięstw nad dziewiątym Nike Węgrów.

    Niemniej podopieczne trenera Jerzego Skrobeckiego powinny na luzie przystąpić do sobotniego meczu z mistrzem kraju i liderem tabeli – Naftą Gazem Piła. W innym wypadku niespodziankę należy wykluczyć.

    Mecz rozpocznie się w sobotę, o godz. 17 we wrzeszczańskiej hali przy ul. Kościuszki. Z pewnością nie zabraknie kibiców, bowiem okazja obejrzenia wizytówki klubowej w polskiej siatkówce kobiecej być może w tym sezonie już się nie nadarzy. Przypomnijmy, że Nafta awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń i 14 bm. rozegra pierwszy mecz z RC Cannes w Pile.
    - Trudno dopatrzyć się słabszych punktów w teamie trenera Jerzego Matlaka – mówi gdański szkoleniowiec. – Zresztą wystarczy spojrzeć na miejsce w tabeli. Niemniej niespodzianki w sporcie się zdarzają. Szukamy rozwiązań taktycznych, które pozwoliłyby skutecznie stawić czoła przeciwnikowi. Dziewczyny znajdują się w dobrej dyspozycji.

    Zdaniem Skrobeckiego, Nafta to modelowy jak na polskie warunki zespół, które może także sporo zwojować w Europie.
    - Doświadczona rozgrywająca Irina Archangielska. Kilka zawodniczek mierzących powyżej 190 cm, m.in. wszechstronna Maria Liktoras. Wreszcie skuteczna libero. W sumie drużyna bez słabych punktów, dlatego nasza przegrana nie będzie żadną tragedią – dodaje Skrobecki.
    W podstawowej szóstce Nafty, obok Archangielskiej i Liktoras, wybiegają regularnie Joanna Mirek, Irina Beżenar, Tatiana Bunak i Agnieszka Orłowska.
    Dzieci i młodzież szkolna mają darmowy wstęp do hali.

    Autor artykułu: Maciej Polny

    Powołanie do kadry

    February 8th, 2002

    Katarzyna Dziwosz, lekkoatletka z Malborka zakwalifikowała się do reprezentacji narodowej, która weźmie udział w sztafetowym biegu maratońskim. Impreza odbywają się obecnie w Chinach.

    - Niedawno odbyły się kwalifikacje do tej imprezy – mówi Ryszard Mazerski, trener zawodniczki. – Wśród czołowych polskich lekkoatletek moja podopieczna zajęła szóste miejsce w biegu na 5 km. Do reprezentacji kwalifikowało się zaś siedem biegaczek. To bardzo dobry wynik i niesamowita nobilitacja dla Kasi.

    Malborska zawodniczka w Chinach wystąpi w dniach 10-17 lutego. Dystans 42 km podzielony został na sześć odcinków o długości od 5 do 8 km. Nie wiadomo jeszcze, na której zmianie pobiegnie malborska sportsmenka.

    - Kasia przebywała ostatnio na obozie kadry w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale – mówi R. Mazerski. – W niedzielę wyjeżdżamy na kolejny obóz, tym razem do Szklarskiej Poręby. Moja podopieczna nie będzie przygotowywać się specjalnie do startu w Chinach. Sądzę, że udział w tej imprezie nie będzie kolidował z normalnym cyklem treningów.

    Autor artykułu: (jeż)